Jest popołudnie w twardym lesie na skraju płaskowyżu Cumberland i śpiewają cykady.

Davida Haskella
Ślimak Mesomphix przesunął się po opadłym liściu magnolii w Shakerag Hollow w stanie Tennessee, gdzie David Haskell prowadził całoroczne badania medytacyjne.
David Haskell, ekolog i biolog ewolucyjny z Uniwersytetu Południowego, prowadzi mnie przez część 13,000 XNUMX akrów należących do uniwersytetu, do małego kręgu poszycia leśnego o średnicy nieco ponad jarda. Odwiedzał tę losowo wybraną leśną „mandalę”, jak ją nazywa, wiele razy w ciągu roku i zapisał swoje obserwacje w książce „The Forest Unseen: A Year's Watch in Nature”.
Gdy podążamy wydeptaną ścieżką turystyczną, wskazuje kwiaty, salamandry, owady, drzewa i zatrzymuje się na chwilę, aby posłuchać. To cykady bagienne, mówi, a nie takie, które po latach wykluwają się od razu i bezlitośnie wbijają się w ucho.
„Czy to było w zeszłym roku, czy rok wcześniej, kiedy mieliśmy 13-letnie cykady?” on mówi. „Zaniosłem miernik ciśnienia akustycznego do miejsca, w którym było naprawdę głośno i okazało się, że przekroczyło ono 90 decybeli. W wieku 85 lat OSHA twierdzi, że potrzebujesz ochrony słuchu w swoim miejscu pracy.
„Wszyscy inni ich nienawidzą”.
Ale dla niego hałas to biologiczna alchemia, światło słoneczne zamieniane w dźwięk. „Ci goście żywią się korzeniami od 13 lat. I tak minęło 13 lat łącznej produktywności lasów Tennessee, która została wysadzona w powietrze”.
To właśnie ten rodzaj percepcji, znajdujący się w połowie drogi między metaforą a notatką terenową, sprawia, że jego głos jest mile widzianym wejściem w świat pisarzy zajmujących się tematyką przyrodniczą. Myśli jak biolog, pisze jak poeta i poświęca światu przyrody rodzaj otwartej uwagi, jakiej oczekuje się od mnicha zen, a nie od naukowca kierującego się hipotezami. Unika określeń takich jak „zaburzenie deficytu natury” i nie karci mas bojących się robaków. Jego sposób myślenia jest bardziej staromodny, oparty w równym stopniu na estetyce, jak i na nauce.
„Można prowadzić całkowicie szczęśliwe życie, nie słysząc o Szekspirze” – mówi – „ale twoje życie jest w pewnym sensie nieco uszczuplone, ponieważ jest w nim takie piękno.
„I myślę, że to samo dotyczy natury. Większość z nich jest dla nas bezużyteczna i nie ma w tym nic złego. To nieprawda, że każdy gatunek, który wymiera, jest jak kolejny nit wyrwany z samolotu i samolot się rozbije. Straciliśmy gołębia wędrownego, a gospodarka USA nie stanęła. Ale straciliśmy gołębia wędrownego i część tej niezwykłej muzyki składającej się z atomów i DNA”.
Doktor Haskell chciał opowiedzieć historię ekologii lasu, a także odświeżyć się dzięki medytacji nad historią naturalną, w przeciwieństwie do badań naukowych ukierunkowanych na cel. Ma codzienną praktykę siedzenia i koncentrowania się na oddechu (nie używa słowa „medytacja”) bez określonego nastawienia religijnego. Odróżnia się jednak od krucjatowych ateistów, takich jak Richard Dawkins, twierdząc, że żywi „głębokie podejrzenie, że świat to coś więcej niż tylko przegrupowujące się atomy”.
W swoim leśnym kręgu nie przeprowadzał żadnych eksperymentów i badań. Siedział, patrzył i słuchał.
„Miałem ręczny obiektyw, lornetkę i notatnik” – powiedział. „I tyle. I oczywiście moje zmysły.
Nie stroni jednak od technologii, jeśli chodzi o dotarcie do odbiorców. Prowadzi blogi (davidhaskell.wordpress.com) i tweety (@dghaskell).
Kiedy spacerujemy po lesie, zwraca uwagę na orzesznik kudłaty, borówkę („bardzo trującą”) i pluskwicę błękitną („nie chciałbyś tego zjeść”). Las jest bogaty w różnorodność zwierząt i roślin, częściowo dlatego, że nigdy nie ucierpiał z powodu naporu lodowców, które podczas ostatniej epoki lodowcowej przeczesywały bardziej północne lasy. Jego mały krąg leży na obszarze nietkniętym od setek lat.
Ale ten las nie jest dziewiczą dziką przyrodą, co widać po okazjonalnych piłkach golfowych spoczywających pod roślinnością. Ścieżka, którą podążamy, prowadzi daleko w dół zbocza nierównego wzgórza, za którego szczytem leży pole golfowe. „Przypominają mi jajka” – mówi dr Haskell. „Wykluwasz jedną z tych rzeczy i dostajesz golfistę”.
Doktor Haskell urodził się w Anglii, wychował w Paryżu i kształcił się w Oksfordzie i Cornell, zanim przybył do Tennessee 16 lat temu wraz z żoną Sarah Vance. Mówi, że jednym z rezultatów jego pochodzenia jest to, że jego akcent jest tak trudny do określenia, że gdziekolwiek się pojawi, ludzie mówią: „Nie jesteś stąd”.
W Oksfordzie poznał dwie osoby, które wywarły ogromny wpływ na jego podejście: biologa ewolucyjnego Williama Hamiltona, u którego studiował, oraz panią Vance, biolog, artystkę, hodowcę kóz i wytwórcę mydła. Mieszkają na niecałym akrze w Sewanee, mają ogród i hodują kozy mleczne na farmie Cudzoo pani Vance, a także kaczki, króliki, pszczoły, psa i kilka kotów.
Jego żona, dr Haskell, mówi: „naprawdę nauczyła mnie, jak to jest patrzeć na przyrodę bardziej empatycznym okiem. I uważne oko.
Doktor Hamilton, którego praca nad genetycznymi podstawami altruizmu zainspirowała zarówno książkę doktora Dawkinsa „Samolubny gen”, jak i „Socjobiologię” EO Wilsona, nauczył go, że „wielkie idee nie stoją w konflikcie ze szczegółami historii naturalnej”. Jak powiedział, w terenie dr Hamilton „zauważał małe, maleńkie kwiaty i mówił mi, żebym nie kładł na nich roweru”.

Bucka Butlera

Davida Haskella
Atramentowy grzyb kapeluszowy.

Davida Haskella
Skorupa ślimaka tygrysiego Cumberland. Muszla zebrana w XIX wieku jest przechowywana w Smithsonian Institution.
Docieramy do kręgu, w którym dr Haskell prowadził swoje obserwacje, miejsca, które wybrał, jak pisze, „przechodząc chaotycznie przez las i zatrzymując się, gdy znalazłem odpowiednią skałę, na której można usiąść”. Nazwa „mandala” została zainspirowana malowidłami na piasku wykonanymi przez mnichów buddyjskich. Opisując ich powstawanie, pisze: „Cały wszechświat widać przez ten mały okrąg z piasku”.
W książce pyta: „Czy można zobaczyć cały las przez małe kontemplacyjne okienko z liści, skał i wody?”
Jednak w przeciwieństwie do mandali, która swoją misternością przyciąga wzrok, ten kawałek natury nie ma nic, co przyciągnęłoby wzrok przechodnia. Przegląda ją i mówi: „Pierwszą rzeczą, jaką widzę, jest ten wielki, stary patyk, który spadł tutaj i który upadł, odkąd napisałem tę książkę. I jest tam dzięcioł puchaty, który atakuje od chwili upadku i upolował jednego z chrząszczy drenujących drewno.
„Zwykle, jeśli zostaniesz tu na chwilę, coś się wydarzy” – mówi. Jak na zawołanie, krzyk ptaka przebija się przez brzęczenie cykad. „Jest tam sójka błękitna. Są cykady. Wokół pełzają żniwiarze.
Poświęcił tyle samo czasu na zbieranie informacji do książki, co nad mandalą, a część piękna, które uchwycił, ma charakter intelektualny, a nie zmysłowy, odnaleziony w równowadze konfliktu i współpracy w lesie. Na temat toksyn w roślinach i odtruwającej biochemii niektórych roślinożerców pisze: „Mandala nie jest ucztą czekającą na przybycie gości, ale diabelskim bufetem złożonym z zatrutych talerzy, z których roślinożercy wyrywają najmniej śmiercionośne kąski”.
Kiedy widzi osy ichneumon biegające i szukające w plamce słońca, wykorzystuje język i ostrość wzroku, aby opisać tę chwilę: „Co minutę lub dwie osy przewracają się na boki i trzęsą razem nogami, oczyszczając jedwab, który pozostał pająki rozsiały się po mandali.”
Następnie wykorzystuje historię i biologię, aby zauważyć, że zwyczaje reprodukcyjne os – składają one jaja w gąsienicach, które wyklute larwy zjadają od środka – stwarzały dla Darwina „problem zła” i doprowadziły go do agnostycyzmu .
Nauka nie zapewniła mu jednak najtrwalszego wglądu, który nastąpił, gdy obserwował wiewiórki w słoneczny grudniowy dzień. Jak zwykle nie byli szaleni – pisze.
„Przyglądam się im przez godzinę” – pisze – „przeważnie wylegują się na słońcu z rozłożonymi kończynami”. Jest to scena, która wydaje się przestrogą przed zbyt wąskim odczytaniem natury.
„Nauka” – pisze – „pogłębia naszą zażyłość ze światem. Jednak wyłącznie naukowy sposób myślenia niesie ze sobą niebezpieczeństwo. Las zamienia się w diagram; zwierzęta stają się zwykłymi mechanizmami; działania natury stają się sprytnymi wykresami.”
Te włóczące się wiewiórki były czymś innym. "Żyją; to nasi kuzyni” – pisze. „I wydaje się, że lubią słońce, a jest to zjawisko, które nie pojawia się nigdzie w programie nauczania współczesnej biologii”. Nauka to jedna historia, pisze, prawdziwa, ale niepełna, a świata nie da się ująć w jednej historii.
Mimo to jego wewnętrzny naukowiec — notujący, nagrywający, katalogujący — nigdy nie jest daleko od powierzchni. Kiedy siedzimy przy mandali, dr Haskell nieustannie zauważa jedną małą rzecz po drugiej, nawet gdy zbliża się czas wyjścia z lasu.
„Popatrz” – mówi – „oto duży, stary świerszcz. Wygląda mi na jeden ze świerszczy jaskiniowych z ogromnymi, długimi czułkami. To gatunek, którego wcześniej nie widziałem w tym kręgu.



