
Chiński państwowy dziennik „People’s Daily” znany jest raczej z poprawności politycznej niż z poczucia humoru.
Kiedy więc w tym tygodniu pojawił się raport, że przywódca Korei Północnej Kim Dzong-Un został uznany za „Najseksowniejszego żyjącego mężczyznę 2012 r.”, samozwańczy rzecznik Komunistycznej Partii Chin wiwatował na swojej stronie internetowej swojemu koreańskiemu towarzyszowi – dopiero ta „wiadomość” nadeszła z satyrycznej amerykańskiej witryny internetowej The Onion.
Chiny są głównym sojusznikiem Korei Północnej i dostarczycielem pomocy. Doniesienie o czymś pochlebnym pod adresem Kima musiało zostać uznane za politycznie poprawne. Redaktorzy strony internetowej utworzyli nawet galerię zdjęć towarzyszącą raportowi, zawierającą slajdy przedstawiające Kima jadącego na koniu, przeprowadzającego inspekcję żołnierzy i ściskanego przez żołnierki.
Chociaż ten artykuł urozmaicił zwykle powściągliwe strony witryny, wywołał falę chichotów, gdy międzynarodowe media ośmieszyły chińskie media państwowe za to, że dały się oszukać fałszywemu raportowi znanego dostawcy niecodziennego humoru i satyry.
Przeczytaj: Cebula: Właśnie oszukaliśmy chiński rząd!
Czy wszechwiedzący „Dziennik Ludowy” był naprawdę tak łatwowierny, czy też był dziełem złośliwego informatora ze zamiłowaniem do satyry?
W środę kobieta, która odebrała nasz telefon w biurze portalu w Pekinie, upierała się, że „nie jest możliwe, aby „Dziennik Ludowy” cytował jakiekolwiek niewiarygodne media – weryfikujemy nasze wiadomości i źródła”.
Kobieta, która odmówiła przedstawienia swojej tożsamości, powiedziała, że historia i zdjęcia zostały usunięte dzień po opublikowaniu.
Ale szkody zostały wyrządzone i The Onion rozkoszował się rozgłosem.
„Proszę odwiedzić naszych przyjaciół w People's Daily w Chinach, dumnej komunistycznej filii The Onion” – czytamy w oświadczeniu. „Wzorowy reportaż, towarzysze”.
Chińscy mikroblogerzy nie mogli się powstrzymać i nie włączyli się do akcji.
„Świat dał się zwieść „People’s Daily”, ponieważ żaden Chińczyk nie wierzy tej gazecie” – napisał @Hai_Dao_Wu_Bian.
Czyli Chińczycy mają poczucie humoru?
Christopher Rea, który pisze książkę o kulturowej historii humoru we współczesnych Chinach, twierdzi, że Chińczycy mają „silne poczucie farsy i absurdu, a także bardzo doceniają obserwowanie, jak schrzanią władzę”.
Rea, badaczka z Australijskiego Centrum Chin na Świecie, twierdzi, że „chińskie poczucie humoru jest takie samo jak gdzie indziej”.
Linda Jaivin, weteranka obserwacji Chin i współautorka książki o chińskiej literaturze i kulturze „New Ghosts Old Dreams”, stwierdziła, że poczucie humoru mieszkańców Pekinu jest „bardzo aktualne, polityczne i satyryczne”.
Kiedy na początku zeszłego roku na placu Tiananmen, niedaleko kultowego portretu Mao, nagle pojawił się gigantyczny posąg Konfucjusza, krążyły języki na temat tego, co to wszystko oznacza z politycznego punktu widzenia – czy Konfucjusz powrócił, by wyprzeć Mao ze stanowiska duchowego przywódcy Chin?
Pomnik usunięto z placu równie nagle kilka tygodni później, co skłoniło część kręgów politycznych do żartów, że czczony mędrzec pochodzący z wiejskiego Shandong został przyłapany za brak pozwolenia na pobyt w Pekinie.
Ryszard Hornik
Przez stulecia satyra polityczna była podstawą większości chińskiego humoru i pozostaje nią w czasach komunizmu.
W latach 1980., kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze oznaki oficjalnej korupcji związanej z reformami gospodarczymi, humoryści sprytnie wymyślali takie oto dowcipy:
„Jestem wielkim urzędnikiem, więc jem i piję, jem i piję…”
„W końcu to nie moje pieniądze wydajemy, więc jedz, bądź wesoły i baw się!”
Obecnie chińscy pisarze, artyści, rysownicy, komicy i internauci uciekają się do humoru i satyry, aby kpić, kwestionować, kwestionować i dokumentować zjawiska, wydarzenia i incydenty społeczne.
„Wiele chińskiego humoru opiera się na kalamburach i prawdopodobnie zawsze tak było” – powiedział Jaivin, który biegle mówi po chińsku. „Język chiński jest wyjątkowo bogaty w homonimy i nadaje się do karania”.
Wiele z nich może zostać utraconych w tłumaczeniu, ale niektóre przekraczają wszelkie ograniczenia językowe.
Kiedy niektórzy mieszkańcy Pekinu nadali nowemu, zaprojektowanemu przez Koolhaus kompleksowi biur CCTV, flagowej chińskiej sieci telewizyjnej, przydomek „da kucha” (Wielkie Majtki) ze względu na jego podobieństwo do bielizny, rząd próbował nadać mu ładniej brzmiący pseudonim.
„Więc spróbowali „zhichuang” — okna na wiedzę” – wspomina Jaivin. „Wciągające, ale gorsze, ponieważ pekińscy funsterzy ćwiczyli to w ciągu około mikrosekundy, jest to także homonim hemoroidu”.
Chińskie poczucie humoru również stało się bardziej globalne, stwierdziła Rea, powołując się na „fenomen E'gao” polegający na fałszowaniu i parodii w Internecie, który rozpoczął się w 2005 roku i nadal jest popularny, szczególnie wśród młodzieży znającej się na technologii.
„W dużym stopniu czerpie z wpływów międzynarodowych, aż do obrazów, dźwięków i tekstów używanych w składach wideo” – powiedział.
Jeśli więc chiński humor jest tak mocny, dlaczego redaktorzy „People's Daily” dali się oszukać?
„Może dlatego, że wielu chińskim redaktorom i dziennikarzom brakuje dobrej znajomości dziennikarstwa i języka angielskiego, przez co trudno im dostrzec satyrę” – zasugerował absolwent dziennikarstwa w Pekinie. „Może dlatego, że jest tak dużo fałszywych wiadomości, a oni nie potrafią odróżnić prawdziwych wiadomości od fałszywych”.
Rea obwinia „wszechobecny plagiat zagranicznych serwisów informacyjnych w oficjalnych chińskich mediach informacyjnych w połączeniu z tandetną kontrolą jakości lub sprawdzaniem faktów”.
Czy można stąd wyciągnąć poważną lekcję?
„Podstawową lekcją, jaką powinni wyciągnąć z tego wszyscy dziennikarze – nie tylko chińscy – jest to, że wszystkie informacje należy zweryfikować przed publikacją” – powiedział Richard Hornik, wykładowca dziennikarstwa na Uniwersytecie Stony Brook, który kiedyś zajmował się Chinami dla magazynu Time .
„Ponieważ nowe media, takie jak Weibo, Facebook i Twitter, uczyniły z nas wszystkich wydawców w erze cyfrowej, wszyscy odpowiedzialni obywatele powinni weryfikować informacje przed ich publikacją, przesyłaniem dalej, „polubieniem” lub retweetem”.
Jak bardzo zawstydzony powinien być „Dziennik Ludowy”?
„Niezwykle” – zażartował Jaivin. „Mam jednak nadzieję, że nikt nie zostanie z tego powodu wysłany do obozu pracy”.



