Miesiąc po przybyciu do Stambułu, po sześciotygodniowej podróży po Afryce i Bliskim Wschodzie, Moussa i Diaby wciąż zastanawiają się, co dalej robić.
Dwóm młodym mężczyznom z Wybrzeża Kości Słoniowej przydarzył się jeden szczęśliwy traf: mężczyzna z Senegalu pozwala im spać na podłodze piwnicy, którą dzieli z 10 innymi Afrykanami w dzielnicy Kumkapi pod rozpadającymi się murami miejskimi z czasów bizantyjskich, gdzie migranci ze wszystkich zakątków świata napływają na krańce Europy.
Ale gdy piwnica jest zamknięta na dzień, spędzają godziny na wędrówce po bocznych uliczkach Kumkapi w oszołomieniu i głodzie.
„Nie znamy nikogo i nie mówimy po turecku” – powiedział w zeszłym tygodniu Moussa (28 l.), mechanik samochodowy z Abidżanu. „Nie możemy po prostu podejść do nieznajomego i poprosić o pomoc”.
Chociaż są to uchodźcy z powodu ostatniej fali przemocy politycznej na Wybrzeżu Kości Słoniowej, nie przyszło im do głowy, aby ubiegać się tutaj o azyl.
„Nie wiedzielibyśmy, gdzie i jak ani kogo zapytać” – powiedział 25-letni Diaby, który pracował jako sprzedawca w Abidżanie i podobnie jak jego przyjaciel odmówił podania swojego nazwiska w obawie przed deportacją.
Ubieganie się o azyl również nie byłoby zbyt przydatne, o czym dobrze wiedzą wcześniejsi przybysze z Afryki.
„Projekcja trwa latami, a potem trzeba jeszcze poczekać, aż zabierze cię kraj trzeci” – powiedziała Fofana (36 l.), była studentka prawa z Abidżanu uciekająca przed przemocą polityczną w kraju. Fofana przebywa w Stambule od roku i zdecydował się pozostać w Kumkapi ze względu na wygasłą wizę turystyczną i podejmować prace dorywcze jako robotnik dzienny, zamiast rejestrować się jako uchodźca i wysyłać do odległej tureckiej prowincji, aby poczekać, aż Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców rozpatruje jego wniosek i podejmuje próbę przesiedlenia go za granicę. „To trudne życie, ale lepsze niż powrót i bycie zabitym” – powiedział.
Azyl nie jest dostępny dla Afrykanów i innych osób niebędących Europejczykami w Turcji, która utrzymuje „ograniczenia geograficzne” Konwencji Genewskiej dotyczącej uchodźców, skutecznie ograniczając azyl do uchodźców z Europy.
Ale mieszkańcy Wybrzeża Kości Słoniowej to dopiero nowi przybysze do Kumkapi. Dołączają do tysięcy Irakijczyków, Irańczyków i Afgańczyków, a także Somalijczyków i Kongijczyków, którzy uciekli tak daleko, jak tylko mogli, a teraz nie mogą iść dalej i utknęli w kraju, który uniemożliwia azyl uchodźcom uciekającym przed wydarzeniami mającymi miejsce poza Europą.
Przez wiele lat agencja ONZ zajmowała się sytuacją w Turcji, sprawdzając wnioski o azyl i przesiedlając uchodźców do takich krajów jak Stany Zjednoczone, Kanada i Australia. Jednak w obliczu drastycznego wzrostu liczby uchodźców i zmniejszania się kwot przesiedleń system zmierza w stronę załamania.
Według danych dostarczonych przez agencję do 29,000 sierpnia tego roku w Organizacji Narodów Zjednoczonych zarejestrowano w Turcji prawie 31 125,000 przybywających uchodźców. Liczba ta nie obejmuje szacunkowych XNUMX XNUMX uchodźców syryjskich ukrywających się w obozach i kwaterach prywatnych na południowym obszarze przygranicznym. Nie obejmuje także tysięcy niezarejestrowanych uchodźców, takich jak ci w Kumkapi.
Mimo to, według danych Eurostatu, jedynie Francja, Niemcy, Włochy, Belgia i Szwecja spośród krajów UE otrzymały więcej wniosków o azyl w całym ubiegłym roku.
Według Multeci-Der, prywatnej grupy wspierającej prawa uchodźców, liczba ta w Turcji znacznie przewyższa średnią 10,000 15,000–XNUMX XNUMX rocznie w ostatnich latach. „To rekordowa liczba dla Turcji” – powiedział w zeszłym tygodniu prezes stowarzyszenia Taner Kilic.
Jednocześnie według agencji ONZ limity przesiedleń spadły z około 6,500 miejsc w zeszłym roku do mniej niż 6,000 w tym roku, przy czym Stany Zjednoczone przyjęły w 4,000 roku około 2012 uchodźców, a Kanada zaoferowała 900 miejsc. Australia przyjmuje 630 uchodźców, Norwegia i Finlandia oferują po 150 miejsc, a Niemcy przyjmują 100 uchodźców.
„Uchodźca przybywający dzisiaj do Turcji będzie czekał półtora roku na zarejestrowanie się w UNHCR i kolejny rok na pierwszą rozmowę z nimi” – powiedział Kilic. „To dwa i pół roku oczekiwania na pierwszą szansę przedstawienia swojej sprawy”. Dodał, że po kolejnych rozmowach i apelacjach średni czas oczekiwania na decyzję wynosi od czterech do pięciu lat, a niektórzy uchodźcy czekają od siedmiu do ośmiu lat, zanim w ogóle będą kwalifikować się do przesiedlenia.
Następnie kraje trzecie wybierają spośród kwalifikujących się uchodźców na podstawie kryteriów takich jak wykształcenie, znajomość języków i kraj pochodzenia. „Na przykład Afgańczycy mają obecnie praktycznie zerowe szanse na przesiedlenie” – powiedział Kilic, przytaczając przypadki uznanych uchodźców, którzy czekali 10 lat w często opłakanych warunkach.
Choć Turcja przyznaje tymczasową ochronę zarejestrowanym uchodźcom na czas rozpatrywania ich wniosków przez agencję ONZ, wymaga od nich oczekiwania w jednym z 53 miast prowincjonalnych, do których przydziela ich Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. „Ale nikt im nie mówi, jak się tam dostać i co mają robić po przybyciu, nikt nie pyta, gdzie będą spać, co będą jeść i jak przeżyją” – powiedział Kilic.
Osobom ubiegającym się o azyl nie przysługuje ani pomoc materialna, ani zezwolenie na pracę, co powoduje, że są zdani na łaskę władz wojewódzkich i zmuszani do nielegalnej pracy. Władze tureckie często zatrzymują ich i deportują bez odwołania się do sądu.
To właśnie krytyka takich warunków skłoniła prawodawców do sporządzenia projektu pierwszej tureckiej ustawy azylowej, przedłożonej parlamentowi tuż przed przerwą wakacyjną i mającej zostać poddane głosowaniu wkrótce po jego ponownym zebraniu się w przyszłym tygodniu. Projekt ustawy został przyjęty z uznaniem przez aktywistów i naukowców, z którymi przy jego przygotowaniu korzystało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w stopniu niespotykanym w Turcji.
„Zaprosili nas do ministerstwa, usiedliśmy z nami i przez dwa dni omawialiśmy prawo, artykuł po artykule, a potem to samo zrobili z naukowcami” – powiedział Kilic. Urzędnicy przygotowujący projekt ustawy udali się także do Strasburga i Brukseli, aby skonsultować się z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka i Komisją Europejską. W rezultacie powstało prawo azylowe, które nie tylko spełnia standardy UE, ale je przewyższa – zgadzają się eksperci.
„Na ustawę duży wpływ miały orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka”, w szczególności dotyczące kwestii podniesionych przez Trybunał, Kemal Kirisci, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Bosfor i jeden z czołowych ekspertów w dziedzinie azylu w kraju – powiedział w zeszłym tygodniu w wywiadzie. Projekt ustawy, który poparły w komisji wszystkie partie reprezentowane w parlamencie, „kładzie nacisk na prawa człowieka, a nie na bezpieczeństwo” – stwierdził.
Działacze tacy jak Kilic mówią, że jest tylko jeden problem: nowa ustawa o azylu nie obejmie azylem uchodźców spoza Europy, ponieważ nie znosi ograniczeń geograficznych.
„W sumie jest to dobre prawo, ale moim zdaniem, dopóki utrzymane zostanie ograniczenie geograficzne, pozostanie problematyczne” – stwierdził Kilic. „Będziemy nadal polegać na ONZ w kwestii przesiedlania uchodźców do krajów trzecich, a jeśli te kraje ich nie przyjmą – być może wskazując, że nasza gospodarka jest teraz silniejsza od ich i że uchodźcy uciekli do naszego kraju, a nie do ich – to mamy zakleszczony system.”
Jednak pan Kirisci należy do tych, którzy opowiadali się za utrzymaniem ograniczeń geograficznych. „Gdyby Turcja zniosła ograniczenia geograficzne, nie będąc członkiem Unii Europejskiej, myślę, że znalazłaby się w gorszej sytuacji niż Grecja, członek UE, w której znalazła się przez ostatnie kilka lat” – powiedział. wskazując na przytłaczającą liczbę tam uchodźców oraz międzynarodową krytykę sposobu, w jaki Grecja radzi sobie z sytuacją.
Turcja musiałaby znieść ograniczenia geograficzne, aby przystąpić do Unii Europejskiej, przyznał Kirisci. Jednak na razie Turcja mieści się w granicach swoich praw wynikających z prawa międzynarodowego, jeśli chodzi o utrzymanie ograniczenia, dodał.
„Dlaczego Turcja miałaby oddać takie prawo bez członkostwa w Unii Europejskiej?” powiedział pan Kirisci. „Uważam to za twardą kartę przetargową z Unią Europejską”.
(The New York Times)


