Gafa wideo Mitta Romneya nie jest śmiertelna. Musi jednak szybko odzyskać koncentrację.
To miał być tydzień, w którym Mitt Romney uciszył swoich krytyków i po miesiącach bezczynności odzyskał inicjatywę w wyścigu o fotel prezydencki. Po odzyskaniu przez Baracka Obamę kilku punktów procentowych przewagi w sondażach i zaledwie siedmiu tygodniach przed dniem wyborów doradcy Romneya zdecydowali, że nadszedł czas, aby przedstawić bardziej zdecydowane stanowisko. Jednak gdy tylko obiecali więcej „konkretów”, pojawił się materiał filmowy, na którym Romney wypowiadał się aż nazbyt szczegółowo podczas wydarzenia zbierającego fundusze na Florydzie w maju.
W niewyraźnym nagraniu pan Romney powiedział grupie bogatych darczyńców, że „Palestyńczycy nie są w ogóle zainteresowani ustanowieniem pokoju” (czy kiedykolwiek spotkał żadnego?), w związku z czym jedyną opcją dla Ameryki było „kopnięcie piłki w pole”. Zasugerował, że gdyby jego ojciec naprawdę był Meksykaninem (a nie urodził się w rodzinie Mormonów na wygnaniu w Meksyku), wybory zostałyby zaszyte. Potwierdził to swoimi dyplomami dyplomatycznymi, po czym ubolewał, że Obama spędził tak dużo czasu na rzucaniu „jednego Amerykanina przeciwko drugiemu”, po czym wyjaśnił, że 47% Amerykanów, którzy nie płacą podatku dochodowego, „uważa, że są ofiarami” i nie można ich przekonać, aby „brać osobistą odpowiedzialność i dbać o swoje życie”. Ta nieudolna banda, zapewniał, „wierzy, że ma prawo do opieki zdrowotnej, wyżywienia, mieszkania i tak dalej… i będzie głosować na tego prezydenta bez względu na wszystko”.
Tak się składa, że pan Romney całkowicie się myli co do tego, kim są ci, którzy nie płacą podatku dochodowego, kim są ci, którzy otrzymują „uprawnienia” i jak wszyscy głosują. Ponad połowa potępionych przez niego osób ma pracę i płaci podatki od wynagrodzeń, ale zarabia zbyt mało, aby podlegać również podatkowi dochodowemu. Kolejne 20% to emerytury. Tylko 8% gospodarstw domowych w ogóle nie płaci podatku federalnego, zwykle dlatego, że ich członkowie to studenci, niepełnosprawni lub bezrobotni. Tymczasem największa część świadczeń rządowych trafia do osób starszych w formie Medicare i Ubezpieczeń Społecznych. (Jeśli liczyć ulgi podatkowe na kredyty hipoteczne i ubezpieczenie zdrowotne jako datki rządowe, bogaci to wielcy gąsienicy.) Tylko 13% gospodarstw domowych otrzymuje bony żywnościowe, a tylko 5% korzysta z mieszkań komunalnych.
Demokraci wrzeszczeli, że Romney spisał na straty połowę elektoratu jako pasożytniczych próżniaków. Co więcej, wiele osób, w przypadku których rozpacza, głosuje na Republikanów, w tym osoby starsze i te, dla których kwestie społeczne są najważniejsze. Nigdy nie jest dobrym pomysłem obrażanie ludzi, których głosów chcesz, jak przekonał się Obama w 2008 roku, opisując mieszkańców Pensylwanii z małych miasteczek, którzy zawzięcie trzymają się „broni, religii lub niechęci do ludzi, którzy nie są do nich podobni”. Próby kampanii Romneya mające na celu zmianę tematu na nagranie sprzed 14 lat, w którym prezydent mówi: „Naprawdę wierzę w redystrybucję, przynajmniej na pewnym poziomie”, spełzły na niczym.
Nie ma jednak powodów przypuszczać, że wypowiedzi pana Romneya będą miały bezpośredni wpływ na wynik wyborów. Większość tych, którzy są wystarczająco zaangażowani politycznie, aby je przeanalizować, już podjęła decyzję. Po tym, jak w zeszłym tygodniu Romney został ostro potępiony przez zarówno lewicowych, jak i prawicowych ekspertów za igranie polityczne ze śmiercią czterech amerykańskich dyplomatów w Libii, jego sondaże nieznacznie wzrosły. Prawdopodobnie wynikało to bardziej z wygaśnięcia pokongresowej poprawy nastroju Obamy niż z czegokolwiek, co zrobił sam Romney, sugeruje to jednak, że media częściej niż wyborcy wzburzą się na niepolityczne uwagi kandydata.
Niemniej jednak całe zamieszanie wokół gaf pana Romneya przeszkodziło mu w rozpowszechnianiu własnego przesłania i wyraźnie zaniepokoiło wielce republikanów, od których polega na darowiznach i wsparciu logistycznym. Od połowy lata Romney próbuje stłumić niepokój prawicy, że jego zdecydowana strategia ciągłego gadania o złym stanie gospodarki nie wystarczy, aby obalić Obamę. W jego kampanii początkowo odrzucono karpiarzy jako „moczących nocnie”. Od tego czasu jednak uciekał się do najróżniejszych gestów, aby im pomóc, począwszy od wyboru na kandydata na kandydata Paula Ryana, zdeklarowanego zwolennika reformy uprawnień, po natychmiastową, zapomnianą w tym tygodniu wznowienie działalności.
Wyścig nadal stoi na tym samym poziomie od mniej więcej pięciu miesięcy, z wyjątkiem pewnych zawirowań wokół konwencji. Obama ma niewielką, ale stałą przewagę. Co bardziej złowieszcze dla Romneya, poprawia się wskaźnik osobistej akceptacji prezydenta i ocena wyborców na temat jego zarządzania gospodarką. Przewagi te nie są nie do pokonania, ale pan Romney nie będzie w stanie ich pokonać, jeśli nie będzie mógł ustalić strategii i realizować jej bez rozpraszania uwagi.
(Ekonomista)


