Lata polityki asymilacyjnej państwa tureckiego naraziły język kurdyjski na niebezpieczeństwo. Jednak teraz rząd zezwala na zajęcia z języka kurdyjskiego w ramach swojej polityki mającej na celu złagodzenie ograniczeń w używaniu języka kurdyjskiego.
Halil Cecem prowadzi podstawową lekcję języka kurdyjskiego dla studentów medycyny na Uniwersytecie Diyarbakir.
Do końca lat 1980. język kurdyjski oficjalnie nie istniał, a mówienie w nim było poważnym wykroczeniem. Klasy kurdyjskie są jednak częścią polityki rządu mającej na celu złagodzenie ograniczeń w ich używaniu.
„Przełomowy ruch”
Cecem z zadowoleniem przyjmuje to posunięcie. Mówi, że to piękne uczucie, ponieważ ludzie mieli tak wiele oczekiwań, a rząd zareagował. Mówi, że niestety zajęło to wiele lat – 50–60 – i dopiero jest wdrażane.
Za wprowadzeniem zajęć stoi prorektor Sabri Eyigun, która jest Kurdyjką. Uważa to posunięcie za przełomowe i część wysiłków rządu na rzecz poprawy demokracji w kraju.
Mówi, że dzięki demokratycznej inicjatywie rządu wiele tabu zostało przełamanych i życie zaczęło wracać do normy. Mówi, że język kurdyjski był jednym z tych tabu.
Analitycy twierdzą, że lata stanowej polityki asymilacyjnej zagroziły językowi. Mazlum Ozer, jeden z uczniów, który zapisał się na zajęcia, przyznaje, że mówi tylko trochę po kurdyjsku. Z radością przyjmuje zajęcia, ale traktuje je jedynie jako początek.
Mówi, że to duży krok, ale byłoby lepiej, gdyby zajęcia były obowiązkowe, szczególnie z edukacji zdrowotnej. Mówi, że odniosłoby to jeszcze większy sukces, gdyby zajęcia kurdyjskie odbywały się na poziomie szkół podstawowych i średnich.
Zaledwie kilka godzin później w Syrii dzieci uczą się kurdyjskiego jako języka ojczystego po tym, jak na początku tego roku syryjscy Kurdowie przejęli kontrolę nad ich regionem od sił prezydenta Syrii Bashara al-Assada. Sąsiadujący iraccy Kurdowie mają to prawo od lat.
Jednak premier Turcji Recep Tayyip Erdogan na początku tego miesiąca wykluczył edukację kurdyjską w języku ojczystym.
Mówi, że nie ma czegoś takiego jak edukacja w języku ojczystym. Mówi, że językiem urzędowym kraju jest turecki, a rząd wywiązał się ze swoich obowiązków, jeśli chodzi o zajęcia z języka kurdyjskiego w szkołach i na uniwersytetach.
Erdogan odrzucił to żądanie jako żądanie terrorystyczne PKK, kurdyjskiej grupy rebeliantów walczącej z państwem tureckim.
Walka z wojną językową
Kurdyjscy politycy kwestionujący państwowe ograniczenia wobec Kurdów również znajdują się pod coraz większą presją.
Burmistrz lokalnego Diyarbakir Abdullah Demirbas przedstawia najnowsze sprawy sądowe, przed którymi stoi. Do wykroczeń zalicza się publikowanie informacji w języku kurdyjskim na temat usług, a nawet książek dla dzieci. Tysiące kolegów partyjnych Demirbasa zostało w tym roku zatrzymanych na mocy przepisów antyterrorystycznych.
Demirbas mówi, że skoro Kurdowie w całym regionie zyskają więcej praw, rząd będzie musiał podjąć decyzję.
Jak rząd będzie współpracował ze swoimi kurdyjskimi obywatelami – pyta. Czy potraktuje ich jak wolnych i równych obywateli, czy może potraktuje ich jak niewolników? Mówi, że Kurdowie chcą braterstwa. Mówi, że jeśli nie będzie braterstwa, to będą sąsiadami.
W pobliskim Centrum Kultury Dicle Firat można swobodnie śpiewać pieśni kurdyjskie. Język i kultura są coraz bardziej odczuwalne. W przyszłym miesiącu w mieście pojawi się produkcja Mała wioska po kurdyjsku.
Lokalna piosenkarka Farqin uważa, że w całym regionie Kurdowie coraz bardziej starają się zabezpieczać swoje prawa.
Mówi, że żądania Kurdów w Iraku i Syrii popchną żądania Kurdów w Turcji. Mówi, że jakakolwiek walka o wolność tam z pewnością będzie miała wpływ na ludność w Turcji. Mówi, że Turcja zdecydowanie znajduje się w cieniu walk toczących się w tych krajach i nie można jej izolować.
„Kurdyjska wiosna” to określenie coraz częściej słyszalne w Diyarbakir. Pytanie, jakie się zadaje, brzmi: czy Ankara przyjmie, czy też oprze się wiatrom zmian ogarniającym region?
(VOA)



