Podwójne eksplozje wymierzone w kwaterę główną armii syryjskiej wstrząsnęły wczoraj Damaszkiem, powodując śmierć 4 osób i 14 rannych, dzień po wezwaniu emira Kataru do arabskiej interwencji w Syrii.
Syryjska państwowa agencja informacyjna SANA podała, że do eksplozji doszło w pobliżu placu Omajjadów. Budynek dowodzenia armii stanął w płomieniach, tworząc ogromne kolumny dymu. Telewizja państwowa pokazała zdjęcia białej furgonetki eksplodującej na poboczu drogi obok budynku, w którym mieści się kwatera główna, oraz drugiego wybuchu wewnątrz kompleksu.
Dziennikarz Press TV zginął
Zginęło czterech ochroniarzy, a 14 cywilów i pracowników ochrony zostało rannych – podała syryjska telewizja państwowa, powołując się na źródło wojskowe. Do ataku przyznała się Wolna Armia Syryjska, główne siły rebeliantów walczące o obalenie prezydenta Bashara al-Assada. Tymczasem irańska telewizja Press TV podała, że jeden z jej korespondentów, 33-letnia Maya Nasser, obywatelka Syrii, zginęła w wyniku ostrzału snajperskiego podczas wymiany ognia w okolicy po wybuchach. Hussein Mortada, obywatel Libanu, który stoi na czele biura Press TV i innej irańskiej stacji Al-Alam w Damaszku, został ranny w tym samym miejscu.
Bliźniacze wybuchy nastąpiły po tym, jak emir Kataru, szejk Hamad bin Khalifa al-Thani, wezwał do arabskiej interwencji w Syrii i wprowadzenia strefy zakazu lotów w celu ochrony uchodźców w tym kraju, wzywając Arabów do działania z powodu niepowodzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ i innych międzynarodowych wysiłków na rzecz zakończyć konflikt. „Lepiej, aby same kraje arabskie interweniowały w ramach swoich obowiązków humanitarnych, politycznych i wojskowych i zrobiły wszystko, co konieczne, aby powstrzymać rozlew krwi” – powiedział al-Thani Zgromadzeniu Ogólnemu ONZ 25 września.
(Codzienne wiadomości Hürriyet)


