• Turcja
  • Kultura i sztuka
  • Business
  • Inwestuj
  • Opinia
  • SPORTOWE
  • Myśl i literatura
  • Turkiestan
  • Świat
Czwartek, czerwiec 11, 2026
  • Zaloguj
Trybuna Turcji
  • Turcja
  • Świat
  • Business
  • Podróże
  • Opinia
  • Turkiestan
Brak wyników
Wyświetl wszystkie wyniki
  • Turcja
  • Świat
  • Business
  • Podróże
  • Opinia
  • Turkiestan
Brak wyników
Wyświetl wszystkie wyniki
Trybuna Turcji
Brak wyników
Wyświetl wszystkie wyniki

Akademisyenlikten vasıfsız işçiliğe

TT Turkçe by TT Turkçe
4 czerwca 2023 r.
in turecki
Czas czytania: 18 minuty czytania
A A

Asli Vatansever i Meral Gezici Yalçınwspółautorem przez Uczymy dowolnej lekcji: transformacja akademika w niewykwalifikowanego pracownika Jego książka rzuca światło na świat akademicki...

Na przestrzeni wieków niektórzy ludzie, nieco bardziej ciekawi niż inni i którzy wpadali z tego powodu w różne miejsca i na różne sposoby, zastanawiali się, dlaczego niektórzy z nas mają za dużo, a inni mało, podczas gdy niektórzy z nas muszą zadowolić się bardzo niewiele, podczas gdy niewielka część ma za dużo. Zastanawiali się, ile osób to ma, a tymczasem znacząca większość nie miała już nic do stracenia poza łańcuchami i zastanawiali się, jak to zrobić. i dlaczego to historyczne zjawisko. Podstawą debaty było pojęcie własności, które budzi duże wątpliwości co do tego, jak ona powstała i skąd się wzięła (można to osiągnąć na przykład pracą, ale można to też osiągnąć siłą miecza, uciekając się do siłą, poprzez plądrowanie, albo można było je zanieść do świątyń i kapłanów za zgodą podzielanej wiary; przypuszczam, co jest w ręku). Byli tacy, którzy produkowali, i byli tacy, którzy decydowali, co zrobić z tym, co zostało wyprodukowane i w rzeczywistości te dwie grupy o bardzo różnej wielkości rzadko się przecinały).[1] Oprócz koncepcji własności w centrum uwagi znalazła się także inna koncepcja – koncepcja sprzedaży. Niezależnie od tego, czy dano pszenicę i w zamian wymieniano skóry zwierzęce, czy robiono to za monety lub dinary na targowisku, czy też odbywało się to elektronicznie za pomocą pewnych wartości mrugających na ekranie komputera, mechanizm był w dużej mierze podobny, niezależnie od czasu i miejsce, a główna logika była prawie taka sama: „To, czego nie masz, to to, czego nie masz”. Jeśli chcesz tego, co moje, kupisz to!” (To oczywiście opcja bez walki i hałasu: trzeba przyznać, że wojnę woleliśmy przeważnie od wieków, kiedy potrafiliśmy stanąć na dwóch nogach).

Po podsumowaniu w jednym akapicie ekonomicznego aspektu tysięcy lat historii ludzkości (jest to ważna debata, czy ekonomię można oddzielić od społeczeństwa, polityki czy kultury lub czy którekolwiek z nich można oddzielić od pozostałych), możemy możemy przejść do naszego głównego tematu, zaczynając od tematu „sprzedaż”. Czy nam się to podoba, czy nie, czy to pochwalamy, czy się temu sprzeciwiamy, w naszym świecie – jeśli nie od samego początku, to już od dawna – dominuje własność, sprzedaż i nieodłączna część tego duetu, czyli pieniądze, które tak naprawdę nie ma żadnej konkretnej wartości, ale jest wielką symbolizacją. Sprzedaż (prawie) wszystkiego jest możliwa [2], ale sprzedaż trzech rzeczy – zdrowia, edukacji i wymiaru sprawiedliwości, żeby je wymienić – zawsze wydawała mi się problematyczna. Oczywiście lekarz musi przynieść do domu chleb, gdy nadejdzie wieczór, nauczyciel musi opłacić rachunki pod koniec miesiąca lub czesne dziecka prawnika jest koniecznością, ale być może w służbie zdrowia konieczne będzie zastosowanie nieco innych kryteriów , edukacji i sprawiedliwości.

 

„Damy jakąkolwiek lekcję”, Aslı Vatansever, Meral Gezici Yalçın, İletişim Yayınları
„Damy jakąkolwiek lekcję”, Aslı Vatansever, Meral Gezici Yalçın, İletişim Yayınları
Współautorzy: Aslı Vatansever i Meral Gezici Yalçın"„Dajemy jakąkolwiek lekcję”: Przekształcenie akademika w niewykwalifikowanego pracownika(İletişim Yayınları, 2015) to ważne opracowanie, które zajmuje się sprzedażą informacji od krytycznego, istotnego tria, o którym wspomniałem w poprzednim akapicie, i robi to z odwagą, umiejętnie godząc podejście teoretyczne z konkretnymi ustaleniami, i w języku miło się to czyta. Obaj naukowcy podchodzą do tego wielowymiarowego problemu z perspektywy uniwersytetów założycielskich[3] i dodając własne, osobiste doświadczenia, starają się nadać jak największy sens temu, czego doświadcza się w edukacji, w jej najprostszej definicji, w przekazywaniu i wytwarzanie wiedzy. Patriota jest socjologiem, a Gezici Yalçın psychologiem społecznym, ale w miarę rozwoju tekstu staje się coraz jaśniejsze, że oprócz tożsamości zawodowej są oni w istocie partnerami w udrękach/kłopotach.[4]

Teoria…

Jeśli chodzi o badania nad edukacją w Turcji, ogólnie stosowaną metodą jest budowanie badań w oparciu o wywiady w stylu ankiety z określoną liczbą osób, które uważa się za istotne dla danego przedmiotu, a następnie przekazanie wyników czytelnikowi /słuchacz z prezentacją z dużą ilością tabel i dużą ilością danych statystycznych. Jest to ilościowa preferencja na rzecz tego, co policzalne, ilościowe, jest więc naturalną konsekwencją tego, że w dużym stopniu ignoruje to, co jakościowe. Można na przykład sprawdzić wskaźniki nauczania lub zapytać o priorytety określonych grup wiekowych. Na poziomie uniwersyteckim bada się, w jakim kierunku zawodowo zmierzają absolwenci wydziałów lub, powiedzmy, uczniów szkół średnich z matematyki, fizyki itp. Badany jest odsetek sukcesów w swoich filiach i co ten wskaźnik oznacza w porównaniu ze średnią w Unii Europejskiej lub OECD (Te badania nie są bezużyteczne: na przykład, jeśli uniwersytety, które nie mają bibliotek, mimo że minęły od ich powstania dziesięciolecia). są badane, co roku na uniwersytety wpływają setki tysięcy podań, ponieważ są one otwierane bez planu lub programu. Myślę, że byłoby interesujące, gdyby zidentyfikowano wydziały, których nie preferował ani jeden student w Turcji, oraz gdybyśmy zobaczyli, ilu młodych ludzi poszło na zajęcia z odpowiednim odżywianiem i nie zastanawiając się, co będą jeść następnego dnia.)

Choć Aslı Vatansever i Meral Gezici Yalçın nie zaniedbują tego wymiaru badań, części „terenowej”, podchodzą do zagadnienia przede wszystkim z perspektywy teoretycznej i zaczynają od zdefiniowania ram teoretycznych oraz głównych osi w tych ramach[5], natomiast skupiają się także na procesie, a nie na studencie czy instytucji edukacyjnej, o których często się mówi. Koncentrują się na innej części procesu, czyli na pracownikach akademickich.

Perspektywa, jaką wnoszą, to literatura prekariatu i debata o prekaryzacji, które można uznać za stosunkowo nowe w skali światowej, ale w Turcji dopiero zaczynają wysuwać się na pierwszy plan. Oznacza to po angielsku „niepewny, dwuznaczny”, co swoją drogą jest dla nas ważne, „niebezpieczny”. niepewny W języku tureckim używamy go w ten sam sposób z przymiotnikiem proletariat Wyrażenie powstałe z połączenia słów prekariat. W książce autorzy umiejętnie podsumowują istniejący materiał i podstawowe argumenty na ten temat, zwłaszcza w rozdziałach zatytułowanych „Wprowadzenie” i „Systemowe tło nicości”.[6] Aby rozjaśnić nasze zdanie, odwołajmy się do znawcy tematu i jego definicji: prekaryzacja (prekaryzacja, niepewność) mówi Aslı Vatansever: „jest to proces zastraszania siły roboczej do tego stopnia, że ​​zgadza się ona na łamanie jej praw, trywializację jej kwalifikacji i internalizację wyzysku ze względu na obawę, że w dowolnym momencie zostanie wypchnięta z systemu czas w brutalnych warunkach konkurencji na rynkach pracy” (A. Vatansever, „Noce prekariatu. XXI wiek”). „Sen ludzi umysłowych, którzy nie mają przyszłości na świecie”, EUL Journal of Social Sciences (IV:II), grudzień 2013, s. 1-20). Ze swej natury koncepcja ta jest najczęściej kojarzona z podklasami, a także armia rezerwowa Utożsamiana jest z pracownikami niewykwalifikowanych, takimi jak kobiety, pracownicy sektora usług czy imigranci, których, jak się uważa, można łatwo zastąpić logiką armii rezerwy pracy (armii rezerwy pracy) – i tak jest, stopniowo staje się coraz bardziej niepewna. Oto co Patriota i Podróżnik Yalçın mówi (choć rozpaczliwie stara się temu zaprzeczyć), że częścią tego procesu jest także akademia, a być może nawet sektor, który doznał najcięższego ciosu ze względu na znaczenie przypisywane jej przez wiedzę.

I ćwicz…

Po ustaleniu teoretycznych ram swoich badań nasi autorzy stopniowo zaczynają interpretować ustalenia uzyskane w wyniku bezpośrednich wywiadów z pracownikami naukowymi, z których wszyscy należą do założycieli uniwersytetów w Stambule, których liczba zbliża się do trzydziestu i którzy pracują głównie w dziedzinie nauk społecznych i którzy wykonują szeroki zakres zawodów, od asystentów badawczych po starszych profesorów. Uderzające są także wypowiedzi/zeznania tych osób, a wnioski, do których doszedł duet Patriotyczno-Podróżnika Yalçın, wychodząc od tego…

Odnosząc się do powyższej bardzo prostej definicji, powiedzieliśmy, że edukacja to proces przekazywania istniejącej wiedzy i wytwarzania nowej wiedzy. Według naszych dwóch autorów jedno i drugie nie jest/nie może być realizowane w większości fundacyjnych uniwersytetów, a co więcej, jest ani zamierzone, ani pielęgnowane. Administracja uczelni (tam, gdzie wyróżniają się rady nadzorcze, rektorzy lub dziekani to na ogół urzędnicy państwowi, którzy realizują to, co przekazują władze wyższe) od zostania uniwersytetem Chodzi raczej o „korporację”; w naturalny sposób studenci i rodziny studenckie są postrzegani jako „klienci”, a koniec tego błędnego łańcucha logiki jest nieuchronnie powiązany z zasadą „zadowolenia klienta”: „Klient jest nasz dobroczyńca.” Proszę nie oferować na kredyt.” Z drugiej strony dla wielu studentów najważniejsze jest zdobycie dyplomu w możliwie najłatwiejszy sposób, dopisanie kilku linijek w CV, wystawienie wizytówki, jeśli zajdzie taka potrzeba, etykieta. Jak ujęła to Aslı Vatansever w wywiadzie: „Dyplomy, które wydajemy, są warte mniej niż papier, na którym są wydrukowane”.

Innym problematycznym punktem jest to, że niektóre uniwersytety, które stanowią mniejszość, ale wyznaczyły sobie wysokie standardy i cele na skalę globalną, z czasem odchodzą od swoich punktów wyjścia i mają tendencję do dostosowywania się do większości – czasem nawet próbując naśladować najgorsze przykłady – obniżenie ich poziomu i jakości. To jakby inna wersja prawa Greshama w ekonomii: „Zły uniwersytet wypiera dobry uniwersytet i upodabnia go do siebie”[7].

Kiedy ogólny obraz wygląda tak, akademik złapany w środku znajduje się w bardzo trudnej, często żałosnej sytuacji. Jeśli pamiętamy kilka przykładów z książki, naukowcowi, który próbuje przedstawić poważną propozycję projektu, który będzie miał wpływ naukowy na porządek obrad, zaleca się, aby zamiast tego przyciągnął na uniwersytet dziesięciu studentów, jeśli może, i szepcze, że uczelnia zarobi w ten sposób znacznie więcej pieniędzy. Lub też szczęśliwy zwycięzca może zostać z kierunkiem, w którym nie ma absolutnie żadnej wiedzy specjalistycznej, co oznacza, że ​​może uczyć się przez miesiąc i w razie potrzeby uczyć na tym kursie, ale jeśli nie może, oznacza to problem lub niedostateczność jemu jej. Tymczasem złożone na początku obietnice nie są dotrzymywane, artykuły umowy nie są dotrzymywane, obciążenie kursu jest zwiększane w nieskończoność, nie są wypłacane pensje, nie jest opłacane ubezpieczenie itp. Co więcej, osoba, która zamierza dochodzić swoich praw i ośmiela się powiedzieć: „Wygląda na to, że jest w tym coś złego”, jest bezpośrednio potępiana przez swoich kolegów, pozostawiona sama sobie i prawdopodobnie zniszczona za zamkniętymi drzwiami. Coś w rodzaju atmosfery „rujnujesz piękną atmosferę”… W tych warunkach i podobnych opisanych w książce, poważna część naukowców woli odgrywać rolę matczynego lub ojcowskiego nauczyciela, który ma dobre oceny, nie zmuszać ucznia, wykazuje humor, jeśli to możliwe, i prowadzi mocną rozmowę. Naturalnie, produkcja wiedzy nie stanowi wielkiego problemu: wysyłanie artykułów do trzeciorzędnych czasopism, które są już znane, pisanie w miejscach wyznaczonych przez przyjaciół, krewnych i profesorów, wydawanie książki wydanej 20-30 lat temu z dopiskiem „nowe wydanie rozszerzone ", zamieniając temat, który można objąć w jednym artykule, na trzy. - Nie jest trudno spełnić "kryteria awansu akademickiego" dzieląc przez pięć.

Kończąc tę ​​część, powinienem dodać, powinienem „przypisać zasługę”: prawdą jest, że od dawna miał miejsce atak neoliberalny, który zaczął się od uniwersytetów świata zachodniego i rozprzestrzenił się na wszystkie uniwersytety na całym świecie.uniwersytet badawczy Pod logiką (uniwersytetu badawczego) czy pod nazwą, nie wiem, jakiego planu ramowego Unii Europejskiej, wysiłków zmierzających do skierowania energii akademii bezpośrednio do przemysłu i skierowania jej do gospodarki - nie do filozofii, socjologii, historia, literatura itp. – podkreślano, a ten proces artykulacji krytykowano. To nawet nie jest krytyka Patrioty i Podróżnika Yalçına!

„Mity akademickie” czyli gwizdy na cmentarzu

Dla mnie „Damy każdą lekcję” Jednym z najbardziej oryginalnych podejść, jakie przywołuje książka, jest próba poradzenia sobie z gloryfikacją środowiska akademicko-uniwersyteckiego-intelektualnego, co wyraża się w części zatytułowanej „Mity akademickie”. Wymieńmy najpierw podtytuły, a potem kontynuujmy: „Zaspokojenie duchowe”, „Dobrowolna asceza i oddanie”, „Autonomia”, „Elastyczne godziny pracy i długie urlopy”, „Żywe środowisko intelektualne”, „Relacja mistrz-uczeń z uczniem i przyjemność nauczania.” ”, „Ci, którzy urodzili się, aby zostać naukowcami: «Nigdy nie mógłbym robić nic innego!»

Choć nasi autorzy dopuszczają istnienie wyjątków, dla naszego akademika, który jest świadomy sytuacji, w której się znajduje (zmaga się?), wymienione kolejno pozycje są próbą iluzji w obliczu niszczycielskiej i przytłaczającej rzeczywistości, nadzieję na stworzenie legitymacji dla siebie, akademii. ve Twierdzą, że jest to poszukiwanie powodu, by trzymać się życia. Akademik, który powtarza je sobie i swojemu otoczeniu jak akademickie credo, czasem w to wierząc, czasem nie, w końcu odpowiada na ostatni artykuł: „I tak urodziłem się, żeby być akademikiem”. Ewoluuje do punktu: „Nie mógłbym zrobić nic innego, nawet gdybym chciał”. Z drugiej strony jest psychologia oblężenia, atmosfera wyuczonej bezradności, poczucie „Co zrobisz?” Istnieje również stan umysłu, który odnosi się do „wszędzie jest tak samo”. Stąd czasami znajdujemy drogę do ciemnej strony istoty, którą nazywamy człowiekiem. Jest to słowo pochodzenia niemieckiego, które w języku tureckim raczej nie da się wyrazić jednym słowem, ale prawdopodobnie można je przetłumaczyć jako „czerpać szczęście z cudzego nieszczęścia”.radość Na przykład przychodzi mi do głowy taka koncepcja. Powiedzmy, że jesteś wdzięczny, że możesz otrzymać swoje na początku każdego miesiąca, podczas gdy w innych fundacyjnych uczelniach pensje nie są wypłacane regularnie. Pewnego ranka, gdy nagle nie możesz spotkać się z kolegą w biurze naprzeciwko, skrycie się z tego cieszysz czy to on odchodzi, czy nie ty, albo mówisz: „Dziekan mnie zatrzymuje. Pocieszasz się mówiąc: „To, co przydarza się innym, nie może przydarzyć się mnie”.

Patriota i Gezici Kolejna obserwacja Yalçına (być może najważniejsza obserwacja w tej książce) jest taka, że ​​akademicy mają wyraźne błędne wyobrażenie klasowe, co stanowi rodzaj zaprzeczenia pracy. Z powyższych powodów i w dużej mierze w oparciu o zdobyte wykształcenie, chcą postrzegać siebie jako odrębną klasę społeczną, grupę posiadającą cechy i przywileje; Myślę, że kiedy ich kapitał społeczny (wykształcenie, przepracowane lata itp.) nie może znaleźć nagrody materialnej, na którą według nich zasługują, ten obraz – rodzaj duchowej rekompensaty, psychologicznej satysfakcji – zostaje jeszcze bardziej uwydatniony i wyostrzony. Odpowiedzi udzielone przez badaczy na pytanie, czy uczestnicy postrzegają siebie jako pracowników posiadających tożsamość akademicką, można z grubsza podzielić na trzy: pierwsza grupa wyraźnie odrzuca takie połączenie, czasem nawet w sposób reakcyjny, druga grupa uważa, że ​​choć nie ma są pewne podobieństwa, różnice są znacznie bardziej dominujące. Od trzeciej grupy słychać połowiczną akceptację „Przysięgam, jeśli się nad tym zastanowić, rzeczywiście tak jest”. I zdaje się, że nawet wśród nich socjolodzy do dziś nie zadali sobie tego pytania, nie mieli zamiaru na spokojnie analizować swoich przeżyć, nie spojrzeli sobie w lustro w oczy.

Solidarność akademicka? „Moc z produkcji”?!

Po przedstawieniu swoich danych i skomentowaniu ich, nasi dwaj autorzy proponują rozwiązanie - choć nie wdają się w szczegóły - mające na celu wyeliminowanie tej dusznej atmosfery, skorygowanie „fałszywej świadomości” na temat klasy, którą beztrosko przyjmują akademicy, oraz aby przerwać błędne koło, które pożera edukację i pracujących w niej ludzi, i podkreślają znaczenie solidarności zawodowej, zawodowej i ludzkiej, jaką będą rozwijać między sobą naukowcy. Mają niewątpliwie rację, ponieważ jest to formuła idealna, więc nie ma sensu o niej dyskutować. Jednak trzeba zauważyć, że nawet jeśli istnieje szczera chęć podążania w tym kierunku, droga jest dość trudna.

Przede wszystkim trzeba przyznać, że naukowcy nie są grupą zawodową znaną z solidarności. Jednym z aspektów tego rozłączenia jest definicja „wież z kości słoniowej”, która ma pewne uzasadnienie, nawet jeśli czasami jest ono przesadzone na poziomie oskarżenia, a z drugiej strony tendencja do trzymania się z daleka od niektórych potencjalnie problematycznych kwestii nie należy przeoczyć ukrywania się za tarczą obiektywizmu w imię naukowości (w tym kontekście można również rozważyć gwałtowne odrzucenie natury pracy i definicji klasowej). Ponadto, mówiąc najprościej, na podstawie pola, „Ben –nawet BEN- Twierdzenie „wiem” wzmacnia indywidualność, ogranicza możliwą komunikację i minimalizuje możliwość wspólnego działania. Dominujący dyskurs „Możesz to zrobić, jeśli chcesz, jesteś lepszy od innych” jeszcze bardziej pogłębia ten wymiar indywidualności. Kiedy do tego wszystkiego dodamy walkę o znalezienie pracy (i wysiłki, by ją utrzymać!), szczegółowo omówioną w książce, ciągłą obawę przed bezrobociem i niepewność w miejscu pracy, obowiązkiem akademika jest być cegłą w murze – choć niechętnie – i milczeć jak baranki.

Nie sposób tego nie zignorować: gdy trzeba, ludzie wspierają sprawy na drugim końcu świata, z pasją podpisują globalne petycje, organizują imperialne wyprawy do odległych krain, ale gdy niesprawiedliwość jest tuż pod nosem (na przykład, gdy dziesiątki twoich koledzy są zwalniani bez powodu w ciągu jednej nocy, jak podano w książce). Czasami, gdy twoja osoba jest bezpośrednio celem, w wielu przypadkach możesz zagwizdać i odwrócić wzrok. Albo powiedzmy, że zajmujesz się socjologią, polityką, historią, krótko mówiąc, bezpośrednio z ruchami społecznymi, ale kiedy musisz podjąć działania społeczne, twoja wiedza staje się dosłowna; Chociaż teoria jest solidna, praktyka wydaje się nieco chwiejna. Świat wirtualny, rzeczywistość (błogosławieństwo? przekleństwo?) naszych czasów, to inny świat: na Twitterze niszczone są armie, na Facebooku powstają burze, ale kiedy budzisz się następnego dnia, wydaje się, że nie ma tam zbyt wiele. refleksji nad życiem codziennym.

Kilka słów na temat „siły płynącej z produkcji”, o której często mówi się, gdy mowa o pracy. Dyskusja wydaje się być znacznie bardziej sensowna w innych obszarach: np. jesteś rolnikiem, powiedziałeś „Już tego nie produkuję/sprzedaję”, jesteś w fabryce, zdecydowałeś się zatrzymać biegi, to ma znaczenie , waga, przesłanie, ale jak słusznie pokazują Vatansever i Gezici Yalçın, producent także. Jaką moc możesz mieć i w jakim stopniu możesz być skuteczny w środowisku, w którym ani producent, ani kupujący nie przejmują się zbytnio „produkt” (czyli informacja)?

Zakończę tę część anegdotą, którą usłyszałem od zagranicznego wykładowcy, który rozważał od roku nauczanie w Turcji i któremu koledzy doradzili, aby ostro targował się i zapewnił wszystko w związku z wydarzeniem, które opowiem.[8] Sprawa rozgrywa się na fundacyjnej uczelni, która nie należy do najwybitniejszych, ale mimo to nie należy jej pomijać. Z naukowcem młodego pokolenia zawierana jest umowa na czas nieokreślony na prowadzenie wykładów przez pewien okres, zajęcia się rozpoczynają, ale po upływie pierwszego miesiąca na konto naukowca nie wpływa żadna wpłata. Na pytanie odpowiada się, że nastąpiła drobna usterka, w przyszłym miesiącu zostanie dokonana podwójna płatność, akademik pełen dobrych intencji w dalszym ciągu wywiązuje się ze swoich obowiązków, jakie jest rozwiązanie, na jego koncie bankowym nadal nie ma żadnej aktywności. Gdy zbliża się koniec semestru, nasz bohater powoli zaczyna się denerwować i tracić panowanie nad sobą, postanawia wykorzystać swoją „władzę z produkcji” i deklaruje, że nie będzie wprowadzał do systemu ocen z egzaminów końcowych, jeśli jego pensja nie zostanie wypłacona pracownikom kierownictwo. Potem następuje szok: kiedy nadchodzi czas, z przerażeniem widzi, że jakimś cudem notatki zostały wprowadzone i system działa jak w zegarku. Tymczasem akademik, który psoci na uniwersytecie, zostaje poinformowany, że nie będzie już z nim żadnej pracy i dziękuje mu za jego usługi.

I odwaga…

Mówiliśmy o poczuciu solidarności wśród naukowców, a raczej o jej braku, teraz czas porozmawiać o odwadze, zarówno w sensie ogólnym, jak i w sensie odwagi intelektualnej.

Nie wiem, czy będą jakieś zastrzeżenia, ale nie będzie przesadą stwierdzenie, że większość naukowców Nashi nie jest zbyt odważna, zarówno z powodów wymienionych powyżej, jak i z innych powodów, i stara się unikać ewentualnych zagrożeń w miarę możliwości wybierając środkową ścieżkę. Krytyka jest wyrażana, czasem w sposób najostrzejszy i najbardziej dosadny, ale zazwyczaj odbywa się za zamkniętymi drzwiami, w bezpiecznym urzędzie, w gronie bliskich przyjaciół. Kolejna ironia losu: podczas gdy pięciu na czterech naukowców krytykuje system uniwersytecki, na przykład YÖK (Nie pytaj „Jak to możliwe??”, czterech z nich rozmawia, a piąty, który akurat przechodzi obok, natychmiast włącza się do rozmowy), gdy nadejdzie ten dzień, niechętnie poddają się normom tego systemu, którego nie lubią. W najbardziej znanym przykładzie nie wzbraniają się od wykonywania profesury nadzwyczajnej i profesury z tymi normami.[ 9]

Aslı Vatansever i Meral Gezici Yalçın mają rzeczy, które zrobili i rzeczy, których nie zrobili. To, co robią, to przedstawianie złowrogiej kwestii z godną podziwu odwagą (w obu znaczeniach, o których wspomniałem powyżej) w sposób, który uważają za słuszny. Nie powiedzieli jednak: „Ta kwestia leży w naszym akademickim zainteresowaniu”. Nie mamy bezpośredniego ani odległego związku z tym, co się mówi; „Jesteśmy starszymi naukowcami i nie mamy takich obaw”.

To jeden z najbardziej wściekłych i najbardziej uzasadnionych głosów, jakie słyszałem w ostatnim czasie. Wiedzą, co robią, doskonale zdają sobie sprawę z tego, czym ryzykują.[10] Może nie powinniśmy iść dalej i bezpośrednio słuchać tej dwusercowej kobiety:

„Tożsamość naszych rozmówców oraz wydziałów i instytucji, z którymi są związani, zawsze pozostanie dla nas poufna ze względu na niebezpieczne środowisko akademickie i groźby zwolnienia, o których mowa w tym badaniu. Aż pewnego dnia powstanie środowisko akademickie, w którym wszyscy będziemy mogli bez strachu i gróźb wyrażać swoje opinie, krytykować i dzielić się doświadczeniami, na razie zadowalamy się ujawnieniem naszej tożsamości i otwarciem się na zagrożenia w postaci ewentualnej presji i zwolnienia.

Powodem, dla którego możemy podjąć to ewentualne ryzyko, jest oczywiście poczucie odpowiedzialności, o którym wspomnieliśmy na początku. Jest to odpowiedzialność, którą czujemy nie tylko wobec środowiska akademickiego, ale także wobec społeczeństw ludzkich, w takim stopniu, w jakim możemy przewidzieć długoterminowe konsekwencje utowarowienia pracy akademickiej dla życia społecznego. Z tego powodu chcielibyśmy powiedzieć, że niniejsze opracowanie nie zostało napisane tylko po to, aby wyrazić problemy pracy akademickiej i „zaopiekować się sobą”, ale aby skupić się na obszarze produkcji akademickiej jako aspekcie rakotwórczego wzrostu i tendencji do utowarowienia pokazany przez współczesny kapitalizm.

Po drugie, w okresie, gdy naukowcy nie mają pewności zatrudnienia, a pracownicy naukowi są zwalniani jedna po drugiej z różnych uczelni, kolejnym powodem, dla którego odważyliśmy się napisać książkę, który mógłby zostać uznany za powód zwolnienia przez administrację, jest niewątpliwie fakt, że mieć wokół siebie bliskich, którzy nas wspierają. Dziękujemy naszym rodzinom, które są z nami na tym samym poziomie sumienności i dają nam poczucie, że będą nas wspierać jak tylko będą mogły, zarówno intelektualnie w okresie pracy, jak i w sensie życiowym, jeśli zostaniemy zwolnieni. Mamy nadzieję, że pewnego dnia doczekamy się życia akademickiego, w którym nie będzie już takich zmartwień, a wystarczające będzie jedynie wsparcie emocjonalne ze strony rodziny” (s. 11-12).

W zamknięciu…

Tak, dwa życzenia, kiedy w końcu skończymy…

Przede wszystkim chciałbym, żeby podobna książka została napisana dla uczelni publicznych, a ich doświadczenia (np. kwestia kadrowa) zostały odpowiednio wyrażone i spisane. Muszę przyznać, że z wielu powodów nie wydaje mi się to możliwe.

Po drugie, zapewne wbrew oczekiwaniom jej autorów. „Damy każdą lekcję” Książka cieszyła się dużym poczytnością i mimo akademickiego charakteru w krótkim czasie doczekała się nowego wydania. Mamy nadzieję, że ci, którzy to przeczytają, z całym sercem i wiarą powiedzą: „Edukacja jest koniecznością!” To oni mówią: „Och, przysięgam, że tłuszcz w moim sercu się stopił. To nie pracownicy fundacji uniwersytetów mówią: „Brawo dla dziewcząt, świetnie się spisały, mówiąc to także nam”.


[1] W starożytnym Rzymie kiedyś uważano, że niewolnicy będą musieli nosić mundury, ale klasa rządząca szybko zdała sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Oprócz zwiększenia widoczności niewolników taka praktyka jeszcze bardziej podkreśliłaby ich uderzającą przewagę liczebną. Pomysł ten, który początkowo wydawał się mądry, został natychmiast porzucony.
[2] Nie można stać się sumiennym, na przykład kupując sumienie. Z drugiej strony można spotkać takich, którzy sprzedają swoje sumienie za określoną cenę; Mimo że kupujący nie otrzymał nic bardzo jasnego i konkretnego, sprzedaż nadal miała miejsce.
[3] Jak zauważają autorzy na początku książki, powszechnie używany termin „uniwersytet prywatny” jest właściwie błędny, ponieważ w Turcji nie ma tak zdefiniowanego statusu prawnego, dlatego dostępne są uniwersytety fundacyjne. Nasuwa się tu następujące pytanie: Biorąc pod uwagę przykłady z Zachodu, uniwersytet prywatny jest koncepcją, która od razu przywołuje na myśl autonomię. Na przykład w Stanach Zjednoczonych Ameryki, które są społeczeństwem niezwykle wrażliwym na dyskryminację – bo mają pod tym względem straszliwą przeszłość – ze względu na swoją pozycję uniwersytetu prywatnego, Uniwersytet Notre Dame, instytucja katolicka, może otwarcie pytać kandydatów na wydziały, czy są wyznania katolickiego, czy też nie, lub czy wierzą w katolicką interpretację chrześcijaństwa. Może przynajmniej żądać od nich szacunku. W tym samym kraju, na uczelni publicznej, coś takiego wywołałoby poważny skandal. Nie wiadomo, być może władza państwowa, która po 12 września 1980 roku za sprawą Rady Szkolnictwa Wyższego (YÖK) przejęła szkolnictwo średnie pod kontrolę Ministerstwa Edukacji Narodowej i uczelni, nie chce uznać takiego statusu prawnego ze względu na do połączenia „prywatno-autonomicznego”.  
[4] Muszę przyznać, że książka szczególnie mnie zainteresowała, gdyż od dłuższego czasu pracuję nad dwoma równoległymi projektami, które w języku angielskim nazwałem „Knowledge as a Commodity” oraz „Selling Knowledge: Information as a Commodity” " w tureckim. Miałem także okazję spotkać się z obydwoma autorami podczas panelu zorganizowanego na potrzeby tej książki, a potem odbyliśmy bardzo produktywny dialog intelektualny, zwłaszcza z Aslı Vatanseverem – choć nigdy nie mieliśmy możliwości spotkania się twarzą w twarz. Dziękuję Asli!
[5] W części teoretycznej, bazującej na literaturze socjologicznej, Vatansever położył nacisk, natomiast Gezici Yalçın przyjął bardziej aktywną rolę w ocenie spotkań bezpośrednich.
[6] Oto książka Guya Standinga, która została również opublikowana przez İletişim Yayınları (i myślę, że wykonał bardzo dobrą robotę). „Prekariat: nowa klasa niebezpieczna”oraz wspólna praca Aksu Bora, Necmi Erdoğan, Tanıl Bora, İlknur Üstün „Czy uczyliśmy się na próżno?”: Bezrobocie umysłowe w TurcjiNależy o tym pamiętać.
[7] Najbardziej znane stwierdzenie prawa Greshama brzmi: „Zły pieniądz wypiera dobry pieniądz”. Chociaż nazwa prawa wzięła się od nazwiska brytyjskiego ekonomisty Thomasa Greshama z okresu Tudorów, wspominały o nim także takie nazwiska, jak Nikolas Copernicus na Zachodzie i al-Makrizi w geografii islamu.
[8] Swoją drogą, poważna obserwacja naszych dwóch autorów jest taka, że ​​„rozmowa o pieniądzach” jest postrzegana jako czynność wulgarna, nieprzystająca dla naukowca. Sytuacja ta ma oczywiście ścisły związek ze wspomnianymi wcześniej „mitami akademickimi”.
[9] Osobiście znam tylko jedną osobę, która konsekwentnie temu zaprzeczała i za to darzę go wielkim szacunkiem. Myślę też, że jest jeszcze jeden przedstawiciel młodszego pokolenia, któremu nie przeszkadza fakt, że dzięki swoim pismom i rysunkom z łatwością mógłby zostać profesorem nadzwyczajnym, mimo że jest już po studiach.
[10] Tytuł artykułu może wprowadzać w błąd, ale wiele tematów poruszonych w tym artykule omówiłem w mojej pracy zatytułowanej „Howard Zinn: historyk i aktywista”. Wkrótce przez wydawnictwa İletişim Akumulacja zostaną opublikowane w czasopiśmie.
T24
tagi: akademickiksiążkaKritik
Poprzedni post

„Ostatnie ptaki” przeszły przez więzienie

Następny post

Listy Nabokowa

TT Turkçe

TT Turkçe

Następny post

Listy Nabokowa

Proszę Zaloguj Się dołączyć do dyskusji

Zostań felietonistą!

Podziel się swoim głosem na TT

  • Turcja
  • Kultura i sztuka
  • Business
  • Inwestuj
  • Opinia
  • SPORTOWE
  • Myśl i literatura
  • Turkiestan
  • Świat
Trybuna Turcji

© 2026 Turkey Tribune. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Turkey Tribune - Międzynarodowy Głos Turcji

  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Kontakt
  • Reklamować
  • Napisz Do Nas
  • Bezpłatne książki

Bądż na bieżąco

Witamy spowrotem!

Zaloguj się na swoje konto poniżej

Zapomniane hasło?

Odzyskaj swoje hasło

Wprowadź swoją nazwę użytkownika lub adres e-mail, aby zresetować hasło.

Zaloguj Się
Brak wyników
Wyświetl wszystkie wyniki
  • Turcja
  • Kultura i sztuka
  • Business
  • Inwestuj
  • Opinia
  • SPORTOWE
  • Myśl i literatura
  • Turkiestan
  • Świat

© 2026 Turkey Tribune. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Twój tekst